Post - Karolina Pochwatka(1), ebooki
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
//-->KAROLINA POCHWATKAPostCopyright © by Karolina PochwatkaAll rights reservedRedakcja: Katarzyna DerdaKorekta: Paweł DembowskiProjekt graficzny okładki: Mariusz CieślaIlustracja na okładce: Tomasz PrzechlewskiISBN ----Wydawca: Code Red Tomasz Stachewiczul. Sosnkowskiego m. - WarszawaPost[]wstępniaki to straszna rzecz. wielkie albo — albo. dylemat, prawda, nierozwiązywalny,jak tu zagaić, jak tu zacząć, żeby bez wstydu było, ale za to z minimalnym sensem i na te-mat. a temat jest jeden: gdańsk i jego zalane właściwości. zakamarki, urwane filmy i życia,skończone wątroby, rozpoczęte romanse, zagłębia uciech, przygód i anegdotek, zygzakido domu i spóźnienia do pracy. czyli wszystko to, co w normalnym świecie wydarza siępomiędzy piątkiem a niedzielą, a w gdańsku — pomiędzy poniedziałkiem a poniedział-kiem, czyli jakby zawsze. bo, jak to prawi księga, nie znasz dnia ni godziny (więc myjciesię dziewczyny). zatem. bez zbędnych zagajeń, kilka nieprzydatnych informacji na temattego pięknego miasta. wszystkie śmiertelnie prawdziwe, rzecz jasna.gdańsk ma lat. tyle samo lat ma trondheim. trondheim rządził harald piękno-włosy, gdańskiem rządzi przypadek.w roku gdańsk przeżył drugą młodość. taki powiedzmy pamiętny sylwester, tylkoże zamiast sowieckoje igristoje, było tylko sowieckoje.pomimo prężnej odbudowy, praktycznie nie ma tu modernizmu. wszystko zabrałajakieś dwadzieścia lat wcześniej gdynia.podobno jest tu najmniejszy odsetek ludzi noszących sandały i skarpety w tym samymmomencie.za to największy odsetek ludzi noszących sandały zimą. mamy też morsy, to nie możebyć przypadek.nie jesteśmy najbogatszym miastem w polsce, ale przecież kokainę można wciągaćpięciogroszówkami, więc żaden problem.gdańsk zajmuje szóste miejsce w polsce pod względem liczby ludności. zajmuje teższóste miejsce pod względem powierzchni. poszukiwania trzeciej szóstki trwają.urodziło się tu wiele osób. tysięcy i obywateli żyje do dziś i podobno miewa sięnieźle. w tym miejscu warto wymienić kilka znamienitych postaci, takich jak: fahrenheit,schopenhauer, heweliusz, lech walesa airport, tymon możdżer, leszek trzaska, mikołajtymański, czy make life harder.mamy swój hymn — achtung gdańsk. dla upamiętnienia naszych germańskich przod-ków wyśpiewujemy go przy każdej poważniejszej okazji: najebania się w poniedziałek,spóźnionego tramwaju, kolejnej złej decyzji budynia, który jest naszym prezydentem.mamy prezydenta. nazywa się budyń.gdy spojrzy się z góry na skm-kę, która dowozi nas do takich dzielnic jak sopoti gdynia, można stwierdzić, że przypomina węża. niektórzy twierdzą, że raczej tasiemca.ale to by oznaczało, że chcemy zjeść wejherowo, a wcale tego nie chcemy.podobno gdańszczanie nadużywają słowa „jo”, co powoduje, że brzmimy jak ponad-przeciętni wieśniacy. na szczęście poznaniacy mają swoje „tej”, a ślązacy swojego „ciula”,więc problem przestaje być lokalny, a staje się globalny.rok temu mieliśmy tu euro. rok później, wbrew oczekiwaniom, nie urodziło się prze-sadnie dużo podejrzanie opalonych brodatych noworodków, drących się na przemian:„stand up for the boys in green” i „viva espania”.warszawa nie ma ochoty i woli, gdańsk wrzeszczy, oliwii i zaspa. niechcący, nie usłyszałbudzika.jest jeszcze gdynia. gdynia ma najlepsze wyniki we wszystkim: PKB, największa do-stępność do morza, najbardziej wybudowane od zera miasto w XX wieku. jesteśmy tużobok, to tak jakbyśmy tam byli.i sopot. trochę boimy się tego miejsca. a może warszawy. trudno rozróżnić.gdańsk nie rymuje się z niczym (ale, oczywiście, gdyby ktoś chciał podjąć rękawicęi sypnąć złotymi głoskami szytym limerykiem, to śmiało).mamy tu wystawę „drogi do wolności”. co prawda nie odpowiada ona na pytanie „jakzrobić sobie wolność”, które zadajemy sobie codziennie rano myjąc zęby, ale możliwe, żewąsaty elektryk, motorówka, mur i bolek mogą być jakimiś tropami. lolka dorzucamydla rozluźnienia.Poststary żak, teatrzyk bim-bom, pierwsza dyskoteka i festiwal dżezowy w polsce, a takżeokulary cybulskiego udowadniają, że istniały kiedyś dinozaury i fajni studenci.urodziło się tu dwóch noblistów. pokojowy nie odebrał nagrody, bo albo siedziałw pierdlu, albo nie skumał, a literacki miał fobię blachy, ryb, spódnic, cebuli i pedałów,a do tego pisał po niemiecku.dobrze, że nie urodził się tu woody allen.świetnie, że nie urodził się tu grabaż.kilka niezbędnych wyrażeń po niemiecku, które pozwalają tu przeżyć: — katzen-jammer — dosł. codziennie — jain — dosł. taknie — klaus kinsky? — dosł. czy mogęprosić o piwo?zawsze wieje tu wiatr. a jak nie wieje, to oznacza, że wcale was tu nie ma.ale bądźcie, co?[]w kiosku, z mamą, kupuję fajki i tik taki, bo wiadomo — bez tik taków nie ma zabawy,a przynajmniej palenia. przemiła pani za kasą uśmiecha się serdecznie, podaje mi wiktuały,wreszcie mówi: „a, tik taki pani kupuje, to tutaj taki mały gratisik dla pani” i podaje mililipucie pudełeczko cukierków, mieści się w nim dosłownie osiem tiksów, ale to w niczymnie przeszkadza, bo wygląda uroczo i bezsensownie. więc lecę do mamy i pokazujęja: ej, pa tu, jakie maleństwo!mama: oooooo!ja: co?mama: ooooo to idealnie się nada!ja: na co?mama: jak to na co? na trawę dziecko!ja: mamoooo, na trawę? hi himama: a co ty się tak dziwisz, córuś? hę? ja pięćdziesiątkę za niecały miesiąc obchodzićbędę, a to taki czas, w którym człowiek musi dorosnąć do pewnych rzeczy!patrząc na nią, na te geny cudowne, doszło do mnie, że nie mam szans na dorośnięciedo dorosłości.dzięki mamo.[]— kierowniczko! kierowniczko! niech kierowniczka papieroska odsprzeda!— odsprzedać, to nie odsprzedam, ale dać mogę. proszsz— no nie, szefowo! to się nie godzi! chociaż złotóweczkę!— nie ma mowy, masz pan fajka i styka— a no może i dobrze, bo szefowa widzi, hi hi, nawet tej złotóweczki nie mam— a widzisz pan, jest dobrze— ale szefowo! co innego mam! ty taka miła, a ja nawet bez złotówki, ale co innegomam— nie chcę, proszę pana, naprawdę— liry włoskie mam!— o, był pan we włoszech?— a byłem, byłem. to moja szczęśliwa moneta, więc niech kierowniczka sobie niemyśli, tylko weźmie— nie. a co pan tam robił?— jak to co? kloszardem byłem!— i jak było?— jak było, jak było? jeszcze się kierowniczka pyta!— lepiej niż tutaj?— sto razy lepiej! tysiąc razy! no niech tylko kierowniczka pomyśli, wody wkoło du-żo, pięknej i ciepłej, zabytki, kultura ho ho kultura, mówię ci szefowo, no i temperatura,Postwiadomo! tak, klimat najlepszy, niech kierowniczka pomyśli! a jak do tego kierownicz-ka watykan doda, bardzo blisko ten watykan i zrozumie, że pod latarnią zawsze hi hinajciemniej, to kierowniczce się sama odpowiedź nasunie. pewnie, że lepiej!no i jak to kurwa jest, że mamy tu watykan na każdym rogu, a lata ani jednego? hę?#latonakurwiaj[]kierując się dwoma podstawowymi zasadami życiowymi: „nie lubię, to nie robię” i „miejwyjebane, a będzie ci dane”, nie golę nóg (bo nie lubię) i popylam w krótkich kieckach(bo mam to gdzieś). a więc w tramwaju też. a obok parka, ona cygańska dres królewnacała w złocie i błyskach, on w białych skarpach podciągniętych do połowy łydki, ona jestjego kurwą, on jej pimpem, jej alfonsem, wszystko się zgadza. on zezuje przez okno, ona— na moje łydki młodego chewbaki, uśmiech się złośliwi, wreszcie tryka go łokciemi mówi:— ty patrz kurwa, jakie nogi owłosione!— uhum— ja pierdolę, lezba czyco?— uhum— no weź coś powiedz. ale włosy, ble— uhum, przynajmniej nie musi golić wąsa…— co kurwa? masz coś do mojego wąsika?— nie kochanie, naprawdę, bardzo lubię czasem obudzić się obok jebanego adolfahitlera.także ten. nie znasz dnia ni godziny, wiec nie golcie się dziewczyny, czy jakoś tak.[]nie mamy ciepłej wody od wczoraj i powoli zaczyna nas to niepokoić. wciągam więc bam-bosze i udaję się do najbliższej sąsiadki w celu dokonania wywiadu o co kaman i czemu niehalo. pukam do kolejnych drzwi i nic, wreszcie drzwi numer trzy, puk puk, otwiera roze-śmiana sześćdziesięciolatka, pierwszy raz ją widzę. grzecznie się kłaniam i przedstawiamsprawę i że może ona coś wie, może ma jakieś wiadomości skąd ten haniebny incydent.niestety, nic nie wiadomo, podobno w całym budynku nie ma i nie bardzo wiadomo, kie-dy będzie, taki klops. stoimy tak sobie i kulturalnie rozmawiamy, aż do momentu, kiedyzza jej pleców, przez uchylone drzwi nie dochodzi mnie przeraźliwie szewskie, ostatecz-nie przeklęte męskie KURWA MAĆ, JA TO KURWA PIERDOLĘ i jeb czymś o cośz donośnym plaskiem. no to się wycofuję, że może do widzenia, może niech już idziebo może coś się stało, niech sprawdzi, papa, miłego dnia, a ona podśmiewuje się jakpodlotka i mówi:— a nie, spokojnie, niech pani poczeka hi hi hi bo widzi pani, teraz nie ma tej ciepłejwody, a nam się jeszcze pralka zepsuła dwa dni temu, a mężu się bielizny nazbierałoz jakiegoś tygodnia, może więcej, widzi pani, głównie skarpetek mu się nazbierało i ktośmusi je uprać. ale nie tylko to mu się nazbierało, nazbierały mu się też romanse biurowe,więc widzi pani, pralki nie ma, ciepłej wody nie ma, ja wypowiedziałam niepodległość,więc on teraz hi hi ręcznie te skarpetki, w tej lodowatej wodzie ha ha ha, i widzi pani, takmi się pięknie te romanse i ta pralka, i ta woda złączyły, może wreszcie ten mój misiekkochany pies go jebał, zrozumie że nieszczęścia chodzą hi hi hi parami. pali pani? tozapalmy!spaliłyśmy szluga, było fajnie, szczególnie w momencie, w którym zrozumiałam, żeżaden terrorysta, żeden bin laden, czy inny basajew nie może, no normalnie nie możerównać się z terrorem babskim.brawo siostro.[]dobry wieczór państwu, oto decydujący moment mistrzostw, finał, jak zapewne państwosię spodziewali — zapewnie niejeden z nas fortunę przegrał obstawiając inaczej ha ha —Post
[ Pobierz całość w formacie PDF ]