Postępowanie prawdziwego proroka 630119, Kazania William Marrion Branham-
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
POST£POWANIE PRAWDZIWEGO
PROROKA
Way Of A True Prophet
63-0119
William Marrion Branham
Poselstwo, wygoszone przez brata Williama Marriona Branhama we sobotŸ wieczorem,
dnia 19. stycznia 1963 w kaplicy Faith Temple, Phoenix, Arizona, USA. PodjŸto wszelkie
wysiki, by dokadnie przenie™ø mówione Poselstwo w j. angielskim z nagra§ na ta™mach
magnetofonowych do postaci drukowanej. Podczas korekty korzystano równieŒ z nagra§
na ta™mach w oryginalnym jŸzyku oraz z najnowszej wersji “The Message” z r. 2001.
Niniejszym zostao opublikowane w penym brzmieniu i jest rozpowszechniane bezpatnie.
Wydrukowanie tej ksiŒki umoŒliwiy dobrowolne ofiary wierzcych, którzy umiowali to
Poselstwo i Jego Sawne Przyj™cie. Przetumaczono i opublikowano w latach 2001 - 2002.
Wszelkie zamówienia naleŒy kierowaø na adres:
MÓWIONE S~OWO
GUTY 74, 739 55 Smilovice, CZ
tel./Fax: 420 659 324425
E-mail: krzok@volny.cz
KsiŒka ta nie jest przeznaczona na sprzedaŒ.
2
PostŸpowanie prawdziwego proroka
1
DziŸkujŸ ci, bracie Borders. Pozosta§my teraz staø, kiedy bŸdziemy
siŸ modliø. Chciabym wiedzieø, czy kto™ ma pro™bŸ dzisiaj wieczorem i
chciaby podnie™ø swoje rŸce i powiedzieø: Panie, chodzi o mnie”.
Pochylmy teraz nasze gowy.
2
Nasz Niebia§ski Ojcze, kiedy syszymy t pie™§: Panie, ja wierzŸ”,
przypominaj mi siŸ chwile, kiedy syszaem to po caym ™wiecie w tak
wielu jŸzykach: Panie, ja wierzŸ, tylko wierzŸ”. I Ojcze, modlimy siŸ,
Œeby to byo czym™ wiŸcej niŒ tylko pie™ni dzisiaj wieczorem, aby siŸ to
stao rzeczywisto™ci. Oby™my mieli wielk wiarŸ w Ciebie dzisiaj
wieczorem.
A teraz modlŸ siŸ za tym maym zborem, jego pastorem, naszym
bratem Fullerem, waszym usugujcym _ bratem, do którego mamy
zaufanie. Modlimy siŸ teŒ o jego rodzinŸ, jego pracowników tutaj _
diakonów, czonków zarzdu i wszystkich, którzy tu wchodz przez te
po™wiŸcone drzwi. Modlimy siŸ, Panie, Œeby on zawsze pozosta latarni
morsk dla Jezusa Chrystusa. Bogosaw wszystkich usugujcych braci,
którzy s tutaj dzisiaj wieczorem, oraz tych, którzy nam towarzysz w tej
caej podróŒy. Modlimy siŸ, Ojcze, aby™ ich Ty obficie pobogosawi.
Prosimy teŒ dzisiaj wieczorem o kolejne wylanie Twojej obecno™ci na
nas.
Jeste™my w potrzebie, Panie. Potrzebujemy Ciebie. Jeste™my cigle w
potrzebie, poniewaŒ jeste™my tutaj na polu walki, Panie, gdzie musz byø
podejmowane decyzje. I modlimy siŸ, Ojcze, Œeby™ Ty zachŸca nas nadal
Twoj Obecno™ci. Ma to dla nas tak wielkie znaczenie, kiedy wiemy, Œe
Ty jeste™ z nami. ProszŸ, pokaŒ Panie, Œe Ty sam jeste™ obecny; to zachŸci
nas, aby™my ruszyli naprzód. Uzdrów chorych i cierpicych; zbaw
zgubionych; dodaj zachŸty zniechŸconym i we› chwaŸ dla Samego
Siebie. Prosimy o to w Imieniu Jezusa. Amen. MoŒecie usi™ø.
3
WierzŸ, Œe to by Dawid, który powiedzia: Byem szczŸ™liwy, kiedy
mi powiedzieli: Pójd›my do domu Pa§skiego”.
Billy zapyta mnie przed chwil: Tato, czy nie stajesz siŸ trochŸ
zmŸczony?”
Ja odrzekem: Tak, jestem zmŸczony przez cae moje Œycie”.
Doszo do tego, Œe przyzwyczaiem siŸ juŒ do tego. Zaczynam my™leø:
Hm, stajŸ siŸ juŒ zbyt starym. Powinienem trochŸ zwolniø obroty”. A
potem kto™ przyjdzie w wieku osiemdziesiŸciu albo dziewiŸødziesiŸciu
lat i rozpala cay kraj _ a jest niemal dwukrotnie starszy ode mnie,
wiecie. I pomy™laem: O rety, wstydzŸ siŸ samego siebie”.
4
Tam w domu, w naszej kaplicy, jest pewna stara para Kidd i oni s z
Ohio. OtóŒ, oni s oboje w wieku osiemdziesiŸciu piŸciu, osiemdziesiŸciu
o™miu lat. I oni s w tak podeszym wieku, Œe juŒ wiŸcej nie mog chodziø
POST£POWANIE PRAWDZIWEGO PROROKA
3
do zborów, poniewaŒ nie suŒy im juŒ ich gos. Lecz czy wiecie, co oni
czyni? Niemal kaŒd ta™mŸ^ Ta zwyka, maa niewiasta oszczŸdzaa
swoje pienidze i kupia magnetofon. A wiŸc ona otrzymuje ta™my _ ja
jej posyam ta™my. I ona bierze te ta™my i udaje siŸ do szpitali _
wszŸdzie, gdzie moŒe postawiø ten magnetofon _ ona i jej mŒ,
staruszek, i oni odtwarzaj te ta™my. A potem posyam jej duŒy wa _
kawaki tkaniny, nad którymi siŸ modliem. I ona co chwila prosi:
Bracie Willy, sko§czyy mi siŸ juŒ te kawaki tkaniny, nad którymi siŸ
modlie™”. A potem, kiedy ich widzŸ^ Ona przyjdzie do zboru, ma juŒ
rzadkie biae wosy, a na nich chustŸ, a on _ zwyky staruszek.
5
Okoo cztery lub piŸø lat temu, kiedy byem w^ Jak nazywa siŸ ta
miejscowo™ø tam w Ohio, gdzie urzdzaj t konferencjŸ kaŒdego roku?
Nazywaj to Chatauqua, lecz ja teraz zapomniaem. Jest to tam na tym
terenie, lecz nie mogŸ sobie teraz przypomnieø, jak nazywa siŸ to miasto.
OtóŒ, jest to _ ty jeste™ blisko tego. Kto™ powiedzia^ Jedziemy na
wprost przez Miami i jest to blisko Franklinu. Tak. To siŸ zgadza. Zaraz
koo^ My™lŸ, Œe to jest miŸdzy Franklinem^ Middletown. To siŸ
zgadza. Tak jest. To jest wa™ciwe _ Middletown, tam nad rzek. WiŸc na
tamtym terenie Chatauqua. Jest tam duŒy lekkoatletyczny o™rodek
koszykówki.
6
I ten brat^ O, znam ich od wielu lat, a ten miy stary brat Kidd, o,
my™lŸ, Œe mia osiemdziesit lat, kiedy go zabrano do szpitala i lekarze
stwierdzili, Œe jego prostata zmienia siŸ w zo™liwy guz. A zatem ten guz
obrós mu j po prostu dookoa. WiŸc oni orzekli, Œe musi siŸ poddaø
operacji. Kiedy go otworzyli, na nic by siŸ zdaa operacja. Ten guz juŒ siŸ
tak rozrós. Rozumiecie? Powiedzieli, Œe nie moŒna tutaj juŒ nic uczyniø.
Przewieziono wiŸc tego staruszka do domu. A ta operacja _ trudna dla
osiemdziesiŸcioletniego starca, a on waŒy tylko okoo _ o, sdzŸ, Œe
mniej niŒ sto funtów.
WiŸc pani Kidd przedzwonia do mnie _ wa™nie przybyem skd™ do
domu. Brat Kidd umiera i ona rzeka: On chce ciŸ zobaczyø, bracie
Branham, zanim odejdzie”. OtóŒ, wyjechaem wiŸc z Billym na jeden
dzie§ tam i z powrotem. Otrzymali™my t wiadomo™ø jednego wieczora
okoo dziesitej godziny i nastŸpnego dnia wyjechali™my okoo czwartej,
poniewaŒ w poudnie nastŸpnego dnia musiaem znowu wyjechaø. I
niemal zdarli™my opony z naszego samochodu jadc tam.
7
Biedny starzec _ oni go podparli na óŒku, kiedy tam wszedem. Na
swoich ramionach mia szalik i siedzia tam jak stary patriarcha. To
mówio po prostu do mnie. I gdy tam wszedem, by go odwiedziø, on siŸ
rozglda. Siedziaa tam inna stara pani, która bya czonkiem jego
ko™cioa od czasów, kiedy on gosi tam w górach _ w kraju gdzie kopie
siŸ wŸgiel _ w Kentucky, gdzie ona praa za piŸtna™cie centów dziennie,
by moga wysaø swego mŸŒa na pole misyjne, by zwiastowa EwangeliŸ;
4
MÓWIONE S~OWO
byo to okoo dziesiŸø lat przedtem, nim ja siŸ urodziem, by zwiastowaø
Poselstwo.
I on spojrza na ni _ nazywa j babci” _ on mia osiemdziesit
lat, a ona ponad dziewiŸødziesit. A wiŸc on powiedzia: Babciu, ty
jeste™ biaa jak ™nieg”.
I ja pomy™laem: W ten sposób powinien patrzyø siŸ kaznodzieja na
kogo™ z jego zboru, kiedy leŒy na oŒu ™mierci _ Babciu, wygldasz tak
biaa jak ™nieg”. On spojrza z powrotem i powiedzia: Bracie
Branham?”
A ja odrzekem: Tak, bracie Kidd?”
8
On powiedzia: OtóŒ, sdzŸ, Œe niedugo On po™le rydwan po mnie”.
Powiedzia: Ja odejdŸ dzisiaj rano”.
A ja powiedziaem: To jest cudowne, bracie Kidd”. Dalej rzekem:
Tak wa™nie trzeba to odczuwaø”.
A biedna stara siostra Kidd^ Ilu z was tutaj j zna? Ja wiem^ O,
wielu z was ich zna. WiŸc ona powiedziaa^
Ona zapytaa: Lecz, bracie Willy, czy nie my™lisz, Œe Bóg mógby
uzdrowiø tatŸ teraz?”
Ja odrzekem: Oczywi™cie, On mógby”.
A on powiedzia: Dobrze, chwaa Bogu”. Dalej powiedzia: JeŒeli
On chce mnie uzdrowiø” _ rzek _ to ja jestem gotowy znowu dziaaø”.
A ja pomy™laem: Osiemdziesit lat” i chciaem uklŸknø. Przysza
tam wizja. To byo decydujce.
Za dwa dni zabrali go z powrotem do szpitala. Jego synowie
pracowali w policji w tym mie™cie. Oni tego nie mogli zrozumieø.
Zawie›li go z powrotem do lekarza. A lekarz podrapa siŸ po gowie i
powiedzia: Czowieku, nie mogŸ nigdzie znale›ø ani ™ladu tego.
Powiedz mi teraz, co siŸ stao”.
I wydawao siŸ potem, Œe on zburzy cay szpital. Oto przychodzi zaraz
ze swoim magnetofonem i odtwarza Poselstwo. I oni Œyj tam koo _
wa™nie tam blisko Chatauqua i oni s^
9
Zatem, kiedy tylko rozpocznŸ zwiastowaø tych Siedem PieczŸci tak,
jak wygosiem Siedem Wieków Ko™cioa^ Ona mi przedzwonia
onegdaj wieczorem i powiedziaa: OtóŒ, kochanie, gdybym tylko miaa
pienidze” _ rzeka _ to bym z pewno™ci przyjechaa”.
Ja powiedziaem: Zapomnij o tym, pani Kidd. Twój pokój czeka na
was. PrzyjeŒdŒaj razem z tatulkiem”.
Ona odrzeka: Bogosawione twoje serduszko”.
I to po prostu sprawia, Œe czujŸ siŸ naprawdŸ dobrze, wiecie, bo oni
mi dodaj zachŸty. W wieku osiemdziesiŸciu piŸciu, czy osiemdziesiŸciu
POST£POWANIE PRAWDZIWEGO PROROKA
5
sze™ciu lat i oni cigle chodz, a ja siŸ tutaj uskarŒam majc piŸødziesit
trzy^ Zatem, moi drodzy, to sprawia, Œe czowiek nabiera otuchy.
10
OtóŒ, mamy tak wiele spraw, o których moŒna by mówiø _ taka mia
grupa, do której przemawiam, wiecie, Œe mogliby™my pozostaø tutaj aŒ
do pónocy. Lecz jutro musicie i™ø na lekcjŸ szkoy niedzielnej. OtóŒ,
musicie tam na pewno i™ø. I pamiŸtajcie, ja zawsze mówiem, Œe to jest
absolutnie grzechem posyaø wasze dzieci na lekcjŸ szkoy niedzielnej.
Nie czy§cie tego w ten sposób. To jest niewa™ciwe. Zabierzcie je^
Zawsze id›cie razem z nimi. On^ A zatem, ona odbŸdzie siŸ jutro do
poudnia.
WiŸc teraz _ jeŒeli nie pójdziesz do pracy, by móc suchaø _ by móc
byø z nami i modliø siŸ razem z nami, i tak dalej^ JeŒeli nie pójdziesz
do pracy, to jest w porzdku. Tylko tak zrób i nie id› do pracy. Lecz nie
opuszczaj zboru. Nie zaniedbuj chodzenia do zboru. Nie bŸdŸ was
trzyma tak dugo, aby™cie nie mogli pój™ø do zboru. Lecz je™li od czasu
do czasu nie pójdziecie do pracy, to nie zaszkodzi. OtóŒ _ bo praca jest
po prostu waszym codziennym chlebem. I wy^ Pan obieca, Œe siŸ o to
zatroszczy, wiŸc^ Lecz do zboru musicie naprawdŸ przychodziø.
Rozumiecie?
11
My™lŸ, Œe jutro do poudnia bŸdŸ u jakiego™ innego dobrego brata
tutaj w mie™cie. Nie wiem jednak teraz, jak on siŸ nazywa. My™lŸ, Œe ten
zbór nazywa siŸ Apostolski Ko™ció. Jest to Apostolski Ko™ció. MoŒe
znam tego brata _ jego nazwiska nie ma na ogoszeniu. Lecz nie wiem
teraz, jak siŸ ten brat nazywa. Potem, jutro wieczorem w^
Przepraszam? Brat Macias. O, Macias. O, to meksyka§ski ko™ció. Czy siŸ
to zgadza? O, czy to jest ten brat, który zaj miejsce brata Garcia, kiedy
on odjecha std. Dobrze. To bardzo fajnie.
Suchajcie, niedawno otrzymaem tutaj list od jego córki w^ Brat
Garcia _ tam w Kalifornii, cigle stoi na swoim posterunku. WiŸc jestem
tak wdziŸczny za to. Widziaem brata i siostrŸ Garcia, kiedy byem w San
Jose, my™lŸ; byem tam razem z bratem Bordersem. Oni tam robi dobre
postŸpy. Nigdy nie zapomnŸ tych wieczorów tam w tym maym zborze
meksyka§skim. Nigdy w moim Œyciu nie syszaem tylu okrzyków:
Gloria Dios”. Nie zapomnŸ tego Gloria Dios”.
12
[Pewien brat mówi do brata Branhama _ wyd.] Moi drodzy, dziŸkujŸ
ci, bracie Williams. To jest dobre. Tysic piŸøset siedze§ w tym ko™ciele
jutro. Suchajcie, przyjd›cie wszyscy, jeŒeli nie pójdziecie do waszego^
ChwileczkŸ teraz. Raczej bŸdŸ ostroŒny w tej sprawie. Powiedziaem
teraz co™ zego. Nie. Z wszelk szczero™ci _ wasze miejsce jest na
waszym posterunku. Rozumiecie? Nie^ Zatem, to jest w porzdku.
I stwierdziem dzisiaj, Œe oni widzieli namiot. Byem tutaj na ulicy
Szesnastej i Henshaw, czy jak siŸ one nazywaj. I byem w _ tutaj w
Arizonie przed okoo trzydziestu piŸciu laty. Bya tu stara zaprószona
droga. Wyszedem tam, gdzie oni mieszkali. I bya to ulica Szesnasta i
[ Pobierz całość w formacie PDF ]